PO POLSKU


Nowy kurs od 18-go września 2012!
Zajęcia we wtorki, między 11.00 - ok. 14.00.

Miejsce: Blanchir Cooking School
(przy Hotelu Gellért)
blanchir.hu










Gulasz – historia w talerzu
marzec-maj, 2010


Elkezdtük! Tak, czyli po polsku: nareszcie rozpoczęłyśmy wyjątkowy – smaczny i przyjemny – kurs języka węgierskiego pt. Gotujemy i mówimy po węgiersku. Jest to kurs dla początkujących lub każdego, kto chce czegoś więcej, niż tylko nauki języka. Oprócz nauki codziennych, pożytecznych wyrazów, w trakcie każdego zajęcia razem przyrządzamy jedną węgierską potrawę – od gulyásu po naleśniki Gundel. W czasie wspólnego obiadu słuchamy węgierskiej muzyki, od jazzu do folku i rozmawiamy o węgierskich tradycjach, kulturze oraz o życiu codziennym. To wszystko w małych grupach (max. 10 osób).


2 marca
Pierwsze zajęcia odbyły się parę tygodni temu w przytulnym klubie „Nyitott Műhely”. W ciągu dnia klub jest tylko dla nas, a więc spokojnie możemy gotować w kuchni w stylu „contryside”, a w przerwach gotowania przy okrągłym stoliku zapisać nowe słówka i ważne wyrazy albo pooglądać książki. Klub zresztą ma już dobre polskie tradycje – gośćmi na spotkaniach literackich byli tu Olga Tokarczuk, Andrzej Stasiuk, Paweł Huelle. Chyba to dobry znak do rozpoczęcia naszego kursu – podczas, którego wraz z czterema Polkami wędrujemy po węgierskiej gastronomi, języku i kulturze. Pierwszą wspólnie ugotowaną potrawą była zupa gulaszowa czyli – gulyásleves. Jest to danie znane na całym świecie, jednak potrawa, która w Polsce nazywa się gulaszem (mięso duszone w gęstym sosie), na Węgrzech nazywa się perkelt i jest typowym daniem głównym. Zamawiając w budapeszteńskiej restauracji gulasz, trzeba liczyć na zawiesistą zupę zagęszczoną ziemniakami lub kluseczkami, której podstawą są kawałki mięsa wołowego, cebula, papryka, marchewka, pietruszka, ziemniaki, kminek. Zupa ta niegdyś była potrawą pasterzy, którzy gotowali ją na ogniu „przy pracy”, pod gołym niebem. Dlatego w wielu restauracjach gulasz wciąż serwuje się w małych kociołkach (bográcsgulyás). Podczas kiedy nasza zupa gulaszowa powoli się gotowała, „zostawiłyśmy garnek” i zaczęłyśmy przeglądać książkę pt. „Magyar kóstoló” - angielskie wydanie pt. „Culinaria Hungary”. Jest to świetna książka dla tych, których fascynuje gastronomia, historia i kultura Węgier. Dla nas „materiałem pomocniczym” był rozdział na temat historii papryki. Słodka i ostra – sproszkowana, suszona i surowa – papryka jest uważana za podstawową przyprawę węgierskiej kuchni. Dzięki papryce potrawy zyskują charakterystyczny smak i czerwony kolor. Wedle jednej teorii Turcy w czasie swego panowania na Węgrzech (XVI-XVII w.) sadzili ją w przydomowych ogródkach, ukrytych za wysokim murem. Strzegły jej zresztą nie tylko mury, ale i kara śmierci, która mogła dosięgnąć każdego ciekawskiego Węgra. Minęło parę stuleci, zanim w 1879 r. już jako „nowa węgierska przyprawa”, przywieziona z miasta Szeged, papryka trafiła na stoły restauracji hotelu Grand w Monte Carlo, a potem do zachodnich kuchni.

W książce znalazłyśmy i przejrzałyśmy przepis na gulasz pt. „Historia w talerzu”, a po tej historycznej części wróciłyśmy do kuchni, dodać jeszcze trochę soli do naszej zupy. W trakcie wspólnego – pysznego – obiadu słuchałyśmy jazzu z najnowszej płyty wybitnego saksofonisty, Mihálya Drescha pt. Ritka madár (Dresch Quartet: Rzadki ptak), oraz rozmawiałyśmy o tym, jak się czują Polacy na Węgrzech i jakie różnice widzą w zachowaniu Polaków i Węgrów.

 



9 marca

Wolność i miłość

Następne nasze spotkanie odbyło się parę dni przed 15 marca. Świetna okazja, żeby nauczyć się po węgiersku słynnego powiedzenia „Polak Węgier dwa bratanki, i do szabli i do szklanki” czyli „Magyar lengyel két jó barát, együtt harcol, s issza borát”. Słowa znalazly swoje potwierdzenie w czasie jednego z najważniejszych wydarzeń historycznych na Węgrzech – w czasie Wiosny Ludów.

Podczas naszej kolejnej wędrówki gastronomicznej, oglądałyśmy zdjęcia kawiarni Pilvax, w której spotykali się Sándor Petofi - wielki poeta romantyczny oraz grupa młodych radykałów. Również w tym miejscu powstał składający się z 12 punktów dokument, który stał się manifestem rewolucji. Po tej lekcji historii wróciłyśmy do teraźniejszości i do kuchni, gdzie zabrałyśmy się za gotowanie paprykarza z kurczaka z galuszkami (Paprikás csirke nokedlivel). Na początku było dużo śmiechu – na kuchennym stole niby te same składniki, co tydzień temu – mięso, papryka, pomidor, cebula. Ale zmartwienie, że kuchnia węgierska może jest nudna i monotonna było zbędne. Smak gotowej potrawy był zupełnie inny niż gulaszu. Na szczęście! Po obiedzie – dzięki Joli, mojej polskiej przyjaciółki, która została fanką idei naszego kursu, i parę dni wcześniej znalazła i przesłała mi przekład wiersza Petőfiego pt. Wolność i Miłość, mogłyśmy przeczytać ten słynny wiersz po polsku i po węgiersku. I chociaż – z powodu wielu wrażeń kulinarnych i kulturowych jeszcze nie udało nam się przejrzeć węgierskiego abc, to juz błąkamy się na wysokościach wolności i miłości, dzięki wydarzeniom z marca 1848.







23 marca

Zapachy zupy rybackiej i brzmienie jazzu

Trzecie spotkanie to prawdziwe wyzwanie: zupa rybacka. Wyzwanie, bo tak naprawdę trzeba by było gotować żupę na otwartym ogniu, w kociołku, i chociaż na tym kursie cieszymy się dużą wolnością i gościnnością właściciela klubu, László Finta, jednak byłoby to lekka przesadą. Zostajemy przy prostszej wersji, gotujemy tak jak się gotuje w miastach Kalocza i Baja, mniej więcej według przepisu, który publikuje książka pt. „Na węgierskim stole. Pysznie i domowo” autorstwa Kláry Molnár i Tadeusza Olszańskiego. Według pana Olszańskiego jest to wersja „prosta, bo bez uprzedniego gotowania wywaru, przecierania i mnóstwa pracy, a jednocześnie genialnie kojarząca smak ryby, cebuli i papryki.” Prosta, prosta, ale na wszelki wypadek parę dni wcześniej robię „gotowanie próbne” w domu i zapraszam parę przyjaciół. Zupa jest smaczna, a my plotkujemy. Zresztą jeżeli chodzi o gotowanie, dla mnie najważniejszą wskazówką, jaką do tej pory znalazłam, było jedno zdanie z książki kucharskiej pt. Főzzünk örömmel (Gotujmy z radością) wybitnej psycholog, Alain Polcz: „Pierwszy sekret: gotowanie to kwestia fantazji i miłości.” Uważam, że tak naprawdę o to chodzi. Jeżeli lubimy tych, dla których gotujemy, potrawa przeważnie będzie smaczna. A jeżeli jednak coś nie tak wychodzi, jak byśmy chcieli, też nie warto się zamartwiać – przecież gotowanie jest tylko pretekstem, ramą dla wspólnie spędzanego czasu. A jeśli z kimś chętnie spędzamy czas, to nawet przy kawałku chleba z serem będzie tak samo przyjemnie. Myślę, że ten luz psychiczny da nam tyle wolności, że potrawy będą udane.










Na szczęście tak się również dzieje przy naszym wspólnym gotowaniu. Chyba Edyta nie była tego do końca pewna, bo przyniosła nam sałatkę warzywną własnej roboty – przepyszną! Polska sałatka warzywna jest bardzo podobna do tej wersji, którą na Węgrzech nazywamy „sałatką francuzką”. Zjadłyśmy sałatkę, a zupa się w tym czasie gotowała. Myślę, że kupując na rynku gotowe, pokrojone części karpia do wywaru i dzwonki, gotowanie tej wersji zupy rybackiej jest naprawdę dość proste. Myślałam, że na trzecim zajęciu, jeśli już znamy różne ważne wyrazy i słowa związane przede wszystkim z kuchnią, no i wiersz Petőfiego... już najwyższy czas zapoznać się z węgierskim abc. Zresztą wiele ciekawostek już po drodze wyjaśniłyśmy, jak na przykład odwrotną wymowę s-sz. Hús, to jest mięso, a w polskiej wymowie, húsz, znaczy „dwadzieścia”. W czasie kiedy zupa się gotowała miałyśmy sporo czasu aby przejrzeć jeszcze nowe wydanie pt. Top Lista – Gastronomia 2010. To dla nas prawdziwy skarb, ponieważ jest to zbiór najciekawszych pozycji przeróżnych tematów gastronomicznych. Wśród tematów znajdziemy: najlepsze rynki, delikatesy, restauracje na rodzinne obiady albo na spotkania biznesowe, cukiernie i sklepy z czekoladą - „czekoladarnie”. Zacząć jest łatwo, ale nie sposób odłożyć i przerwać czytanie publikacji pod redakcją jednej z najsłynniejszych i niezwykle oryginalnych węgierskich „gastrobloggerek”, Zsófii Mautner. Jej blog pt. chiliesvanilia.blogspot.com cieszy się wielką popularnością. Na podstawie blogu niedawno została wydana
książka kucharska pt. Chili és Vanília. Jeżeli chodzi o blogi, rozmawiałyśmy o tym, że dla polaków mieszkających na Węgrzech, i "w taki czy inny sposób Węgrami się interesują", bardzo ciekawym blogiem jest Jeż Węgierski - jezwegierski.blox.pl.

W czasie gotowania i obiadu słuchamy płyty Balázs Elemér & Nuria Rial, głos i muzyka uniosła nas na wysokościach niebiańskie... Koncert jazzowy Eleméra Balázsa, wybitnego perkusisty odbędzie 6-go kwietnia ze swoim zespołem w Nyitott Műhely (ul. Ráth György 4.). Może już wtedy będzie pachniało naszą nową potrawą...











Wielkanoc